wtorek, 10 marca 2015

Od Matthew

Otworzyłem oczy. Ktoś był w moim domu. Gapił się na mnie.
Bez ruchu rozejrzałem się po pokoju i zauważyłem kątem oka postać stojącą na przeciwko mnie. Usiadłem gwałtownie, a człowiek podskoczył o krzyknął cicho.
- Kim jesteś?- zapytałem, wstając i zapalając szybko światło, tak, aby widzieć twarz włamywacza, zanim wybiegnie przez drzwi.

Ktokolwiek? Mam nadzieję, że blog odżyje

sobota, 7 marca 2015

Od Cole'a cd Luny

- Jak widać jeszcze żyjesz. - zauważyłem.
Kelner odwrócił się i ponownie podszedł do naszego stolika.
- Chyba nie wiesz do czego ona jest zdolna. - powiedział, ruchem głowy wskazując Lunę. - Prawie mnie zabiła.
- Na twoim miejscu nie narzekał bym. - odparłem.
Kątem oka zobaczyłem jak Luna z wsciekłości zaciska pięści. Kelner chyba też to zobaczył, bo odszedł bez słowa.
- Co mu zrobiłaś, że się tak bał? - spytałem, przerywając ciszę.

Luna? Sorki, że musiałaś tak długo czekać...

środa, 4 marca 2015

Od Matthew cd Julii

- Ze mną nie było tak cudownie jak z tobą- westchnąłem- Zaczęło się, gdy ja się urodziłem. Rodzice porzucili mnie i mojego starszego brata, Warrena. Wtedy nie wiedziałem, że jest wilkołakiem. Umiał to ukrywać. Pewnego dnia, gdy szukaliśmy miejsca pod mostem, a wtedy żyliśmy w Nowym Jorku, ktoś na nas napadł. To chyba wtedy go ugryziono. W każdym razie miał wtedy 15 lat, a ja niecałe 10. Po sześciu latach przenieśliśmy się do mniejszego miasta. Tam napadła na nas wataha wilkołaków w postaciach wilków. Rozszarpywali go, aż się przemienił. Przeraziłem się nie na żarty. Gdy nas zostawili, leżał na ziemi w kałuży krwi. Kazał mi do niego podejść, a potem mnie ugryzł i powiedział "teraz też jesteś wilkiem. Pomścij mnie. Dziś pełnia, nie przeraź się. Pomyśl o tym, a się przemienisz". Nie rozumiałem p co mu chodzi, ale nie miałem czasu zapytać, bo jego serce przestało bić... Od tamtego czasu umiem odtworzyć w pamięci każdą sekundę swojego życia- pociągnąłem łyk coca-coli.
- I nie trudno Ci o tym mówić?- Juli patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami. Tak naprawdę za każdym razem gdy ją oopowiadałem miałem ochotę ryczeć jak małe dziecko.
- Oczywiście, że tak. Tobie też trudno by było mówić p czymś takim- popatrzyłem jej w oczy.
- I naprawdę umiesz odtworzyć wszystko co robiłeś?
- To się nazywa hipermnezja- odrzekłem- to odwrotność amnezji- uśmiechnąłem się lekko i popatrzyłem przez okno. Nie uszło mojej uwadze, że robi się już ciemno.- Dobra, idziemy?
- Mhm... Co? Tak, tak, już idę- wyrwałem Julię z głębokiego zamyślenia. Wyszliśmy z lokalu i udaliśmy się do najbliższego marketu. O dziwo, market był zaopatrzony właściwie we wszystko.
- Nie musisz czekać, aż kupię. Idź do domu. I tak musimy iść bo dzisiaj pełnia- powiedziałem do Julii.
- Nie, poczekam. Mogę się powstrzymać przez... Kilka minut- uśmiechnęła się. Popędziłem po odkurzacz i żarówki po czym wziąłem jeszcze mleko, chlep i szynkę. Udaliśmy się do kasy.
- Czujesz?- zapytałem dziewczynę.
- Co?
- No księżyc...- mruknąłem.
- Jeszcze nie- powiedziała. Gdy wyszliśmy ze sklepu, niemal czułem, jak sierść mi wyrasta.
- Idźmy szybciej, co?- zaproponowała Julia, drapiąc uparcie rękę.
- Jestem za- wysyczałem. Ruszyliśmy biegiem.

Julia?

Od Julii cd Matthew

Przeżuwając część hamburgera zaczęłam opowiadać
-Gdy miałam jeszcze zaledwie 8 lat, przeszłam się do lasu wraz z moim nauczycielem (Uczył mnie członek rodziny). Był to zwykły, słoneczny dzień, taki jak wszystkie, lecz później to się zmieniło.
"-Las to piękne miejsce pełne tajemnic, lecz trzeba się z nim najpierw zaprzyjaźnić, iż nie można rozkoszować się jego pięknem bez wiedzy o nim. Dlaczego? Z powodu, że jest nie tylko piękne, lecz i niebezpieczne. "-Powiedział mój nauczyciel wdychając świeże, leśne powietrze.
Te słowa zapamiętałam. Gdy je wymówił stała się dziwna rzecz. Przed nami pojawił się niedźw... -przerwałam, iż wzięłam kolejny kęs posiłku. -...iedź. Nauczyciel się go przeraził i uciekł, a ja stałam i się w niego wpatrywałam. On nie zwrócił na mnie uwagi i poszedł sobie. Nagle, przede mną ukazała się wielka przepaść. Podeszłam bliżej, a gdy to uczyniłam zachwiałam się na jej krawędziach i z przerażającym krzykiem runęłam w dół. Na szczęście spadłam na miękkie rośliny. Gdy wstałam z ich kwiatów wysypał się na mnie jakiś dziwny proszek. Chciałam się z niego otrzepać, ale nie wiedziałam gdzie dokładnie spadł, gdyż w całym pomieszczeniu była mgła. Nagle przez rośliny przeszedł straszny wiatr i dziwne światło. Z przerażenia zamknęłam oczy.Gdy je otworzyłam byłam nad przepaścią, która powoli znikała. popatrzałam na swoje ręce. Jak się okazało były to wilcze łapy. Krzyknęłam, ale wtedy usłyszałam wycie innego wilka, jakbym do niego krzyczała. No tak, przecież to już nie był krzyk, było to wycie. Zmieniłam się cała w wilka. Właściwie jeszcze szczeniaka. Pomyślałam, że strasznie chcę się zmienić znów w człowieka. To zadziałało. Zmieniłam się w niego, a następnie z ciekawości znów zachciałam być wilkiem. To także nie zawiodło. Uradowana stałam się człowiekiem. Cieszyłam się, ale również byłam oszołomiona. I tak, do tej pory zmieniam się w wilka. -Wytłumaczyłam chrupiąc ostatnie części hamburgera. Po spojrzeniu Matthew'a zrozumiałam, że jest oszołomiony. Byłam ciekawa jak i on się w niego zmienia więc zapytałam
-Z Ty, jak się to stało, że się zmieniasz?
Matthew?

wtorek, 3 marca 2015

Od Matthew cd Julii

Pobiegłem za Julią. Zobaczyłem ją przy KFC.
- Takie niby miasteczko, a jednak KFC tu jest- powiedziałem gdy weszliśmy do baru.
- KFC jest wszędzie- odrzekła. Spojrzałem na menu.
- Więc, jeśli muszę kupić odkurzacz, a to jest jakieś 100 dolarów, a mam 150, to możemy wybrać pomiędzy frytki i burger lub frytki i frytki lub podwójny burger lub dwa burgery- policzyłem kasę w kieszeni.
- Skąd masz tyle?- dziewczyna wybałuszyła oczy na widok pieniędzy, które wyciągnąłem z kieszeni.
- Mniejsza o to. Chcesz frytki czy burgera?- podszedłem do lady.
- Hm... Burgera- powiedziała Julia.
odebrałem jedzenie i usiedliśmy przy stole.
- To... Jak się stałaś... No wiesz, wilkołakiem?- zapytałem.

Julia? Moja wena też równa zeru

Od Julii cd Matthew

-Witaj w naszych progach! -Pokazałam Matthew'owi miasteczko.- Co masz zamiar kupić?
-No, na pewno żarówkę i odkurzacz! -Zaśmiał się, a ja to odwzajemniłam.
-Może najpierw chcesz coś przegryźć? -Zapytałam, bo zgadywałam, że przeżył długą wędrówkę, żeby dostać się do stada.
-Czemu nie. -Powiedział jeszcze z lekkim śmiechem.
-To chodź za mną! -Krzyknęłam i, tym razem w postaci ludzkiej, pognałam do małej kawiarni.

Matthew? Nie miałam weny : D

poniedziałek, 2 marca 2015

Od Matthew cd Julii

- No więc... Ja tu mieszkam- uśmiechnąłem się i gestem zaprosiłem dziewczynę do środka.
- Masz ładny dom- powiedziała. Słychać było w głosie, że mówi to z czystej uprzejmości.
- Nie musisz mnie pocieszać, on jest okropny- usiadłem na kanapie, z której wzniosła się chmura kurzu. Dziewczyna zachichotała na widok tego, jak się krztuszę.
- Nic Ci nie jest?- zapytała, gdy przestałem się dusić.
- Ucierpiała tylko podłoga. Nie mam odkurzacza- wstałem i popatrzyłem na podłogę, która wyglądała, jakby ktoś rozsypał szary proszek, a potem wybuchłem śmiechem. Komiczność sytuacji zauważyła też Julia, jednak nie śmiała się tak długo jak ja.
Gdy już się ogarnąłem, zaproponowałem, czy nie poszlibyśmy zwiedzić okolicy, ponieważ moje mieszkanie naprawdę nie nadaje się na spotkania. Wyszliśmy, po czym skierowałem się w stronę miasta.
- Wiesz, że będziesz szedł cały dzień?- dziewczyna popatrzyła w stronę, gdzie miało znajdować się miasto.
- A kto powiedział, że będę szedł?
- Masz zamiar biec? Jesteś maratończykiem?- powiedziała z niedowierzaniem.
- W tej postaci? W życiu!- zacząłem przemieniać się w wilka. Po szubkiej przemianie usiadłem przed Julią i przekręciłem głowę w prawo.
- Naprawdę? Będziesz biegł w tej postaci?- pogłaskała mnie po głowie. Po chwili sama się przemieniła.
- Ścigamy się?- zapytała.
- No... Ja nie jestem...- wystartowałem. Zanim wadera zorientowała się, że zacząłem biec, mogłem się już rozpędzić. Po pół godzinie było widać już przedmieścia. W tym momencie niemożliwy był bieg jako wilk, więc znów się przemieniłem i zacząłem iść.
- Hej! A ty gdzie?- obejrzałem się gwałtownie w lewo. Dziewczyna stała tam, opierając się o ogrodzenie jakiegoś domku.
- Ile już tu stoisz?
- Na oko jakieś trzy minuty. Wolny jesteś- zachichotała.
- Zobaczymy, co powiesz wieczorem- puściłem do niej oczko. Oboje ruszyliśmy do miasta.

Julia?

Od Layli cd Luke'a

- Ze mną było trochę podobne Luke. – odparłam dodając. – Jestem córką bogatej i wpływowej pary. Urodziłam się w New Yorku. W szkole byłam popularna i lubiana, ale i tak miałam wrogów. Pewnego dnia szła nocą w czasie pełni ulicami New Yorku do domu. Po chwili ktoś mnie zaatakował. I tak jej życie się zmieniło, nie wiedziała wtedy jeszcze, że ugryzł mnie wilkołak. Następnego dnia obudziłam się na jakieś ulicy ubrudzona cała w swojej krwi. Podczas mojej pierwszej wróciłam do domu późno. Rodzice zrobili mi awanturę i wtem ze złości mocno okaleczyłam swoją siostrę. Niestety zmarła w szpitalu. Rodzice się ode mnie odwrócili i mój brat też. Uciekłam od nich.
- Ile miałaś wtedy lat? – zapyta mnie zaciekawiony.
- To stało się cztery miesiące temu Luke. – rzekłam spokojnie przyglądając się chłopakowi.
- Sorry nie wiedziałem.
-Nic się nie stało, ale zaczynam już nad sobą panować.
( Luke ? )

Od Luke'a cd Layli

-W takim razie, wypadałoby nam się poznać -powiedziałem z uśmiechem.
Layla kiwnęła głową. Była wyjątkowo ładną dziewczyną z długimi, pięknymi włosami, zgrabną sylwetką i tatuażami na rękach.
-Może opowiemy coś o sobie?
-Pewnie. Na tym przecież polega poznawanie się -zaśmiała się moja nowa znajoma.
-Zacznę -powiedziałem, również się śmiejąc. -Zanim stałem się wilkołakiem wiodłem normalne życie. W szkole uważany byłem za jednego z popularniejszych, byłem również kapitanem drużyny koszykarskiej. Wszystko było w porządku... Aż do czasu, gdy ugryzł mnie wilkołak. Stało się to około miesiąc temu. Razem z kolegami udaliśmy się do lasu o północy, że niby taka dobra zabawa... Wilkołak, nazywany Greyback'iem, dopadł nas. Żeby ratować kumpli odciągnąłem jego uwagę. Niestety, dopadł mnie. Po przemianie już nigdy nie pokazałem się w mieście, bałem się, że zaatakuję niewinnych...
-Czyli... Przemieniałeś się tylko raz? -spytała z lekkim niedowierzaniem.
-Tak. To wcale nie jest przyjemne -wzdrygnąłem się. -A niedługo kolejna pełnia... Ale cóż, sam sobie zasłużyłem. To przez moją głupotę. A Ty? Jak się przemieniłaś?
(Layla?)

Od Julii cd Matthew

Widziałam już wszystkie osoby, które są w stadzie. Ale dziś zobaczyłam, że jeden domek, który zawsze był całkiem ciemny ma zapalone jedną jaskrawą lampę. Bez wahania podbiegłam do drzwi i do nich zapukałam. Po krótkiej chwili otworzył mi jakiś obcy chłopak.
-Witam! Jestem Julia. A Ty? -Zapytałam
-Jestem Matthew. -Odpowiedział. Widać było, że chciał zapytać co tu robię. Brał już wdech, ale ja mu przerwałam pytając:
-Chyba jesteś nowy w tym stadzie?
-Owszem. Co cię tutaj sprowadza?
-Chciałam zobaczyć... kto tu mieszka.
Matthew?

Od Julii

Uradowana przyjęciem do stada, chciałam zwiedzić kilka z jego terenów. Szybko ruszyłam, by je zobaczyć. Jako pierwszy zwiedziłam las. Był ogromny. Przez ciemne drzewa prześwitywały jaskrawe promyczki słońca. Stwierdziłam, że to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Lecz jednak się myliłam... na przeciwko mnie wyskoczył wielki niedźwiedź! W dodatku wyglądał na rozwścieczonego. Jego straszne ślepia wpatrywały się we mnie. Nagle ryknął i rzucił się w moim kierunku. Zaczęłam uciekać, ale to na nic...
Ktoś może dokończyć?

niedziela, 1 marca 2015

Od Layli cd Luke'a

Szłam sobie spokojnie lasem myśląc o różnych rzeczach. Czułam się zagubiona i niechciana. Moja droga rodzinka wyparła się mnie, a mój brat przez to co zrobiłam miał mnie gdzieś, ale on tylko ze mną normalnie rozmawiał. Ale wszystko zniszczyłam. Nie moja wina, że nie zapanowałam nad sobą. Idąc brzegiem rzeki poczułam, że ktoś jest w pobliżu. Wtem jakaś nie znana mi osoba podbiegła do mnie. Zdziwiona spojrzałam na nieznajomego.
- Kim jesteś? – zadał proste mi pytanie. Spojrzałam na niego obojętnie.
- Mogę zadać Ci to samo pytanie. – odparłam po chwili dumnie.
- Jestem Luke Wesley, a ty? – spytał mnie. Wtem poczułam, że był taki jak ja. Na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- Jestem Layla Evans i kilka godzin temu dołączyłam do stada, do którego należą te tereny.
( Luke ? )

Nowa członkini

Layla

Od Luke'a

Pierwszy dzień w nowym stadzie... Tym razem tak niezwykłym jak moje zdolności przemiany. Pogoda niestety nie dopisywała. Nie tak wyobrażałem sobie pierwszy dzień tutaj... Byłem sam,nie wiedziałem, gdzie jest reszta. W pobliżu nie było żywej duszy.
Po chwili moją uwagę zwróciła jakaś postać. Pobiegłem w jej kierunku, a gdy dotarłem, zadałem proste pytanie:
-Kim jesteś?

Ktoś?

Nowy członek

Luke

Od Luny cd Cole'a

-To smutne... -przyznałam.
-Już się do tego przyzwyczaiłem -westchnął smętnie. -Życie to pasmo niespodzianek...
-Zgadzam się całkowicie.
-Coś czuję, że nie wyjawiłaś mi całej swojej historii -stwierdził po chwili milczenia.
Zarumieniłam się. To była prawda, wolałam nie wspominać tej bolesnej części.
Rozmowę przerwaliśmy jednak, gdy do naszego stolika podszedł kelner. Na mój widok skrzywił się lekko.
-Jeśli znów zamierzasz próbować mnie zabić, lepiej stąd spadaj -warknął. Popatrzyłam na niego z przymrużonymi oczami. Kiedyś, w czasie Nowiu Księżyca stało się ze mną coś dziwnego- przemieniłam się, ale tylko w połowie. Wygląd nie uległ zmianie, ale charakter i brak kontroli nad sobą- owszem. Od tamtej pory zdarza mi się to w każdy Nów Księżyca. Podczas jednego z nich zaatakowałam tę kawiarenkę.
Kelner, gdy milczeliśmy, odszedł, klnąc pod nosem i używając wulgarnych słów do opisania mnie. Tego było za wiele. Choć na ogół byłam spokojna, teraz wstałam i krzyknęłam:
-Odszczekaj to.
-Bo co? -zadrwił kelner.
Już otwierałam usta, by coś powiedzieć, gdy uprzedził mnie Cole.
(Cole?)

Od Matthew

Szedłem lasem, w cieniu drzew, mając nadzieję, że nikt mnie nie zauważy. Jednak myliłem się i już po kilku minutach zostałem napadnięty przez masywnego faceta. Przygniótł mnie do ziemi, przyłożył łokoeć do gardła i zagroził, że jak mu nie powiem, dlaczego tędy idę to rozgniecie mi krtań.
- Ja... Tylko... Przechodziłem- wydyszałem. Nie mogłem oddychać przez to jego cielsko. Mężczyzna wstał, złapał mnie za ręce i przekręcił tak, że nie mogłem się ruszyć.
- To teraz przejdziesz ze mną- odrzekł grubym, niskim głosem.
- Tak w ogóle to jestem Matt- w moim głosie był niemal namacalny sarkazm. Gość mnie napada i myśli, że nie będę się bronił?
Nadepnąłem mu na palce, a gdy mnie puścił kopnąłem w splot słoneczny. Nie jestem mocnej budowy, jednak facet upadł i ku mojemu zdziwieniu zamienił się w wilka. Postanowiłem zrobić to samo i po chwili oboje obchodziliśmy się na około.
- Masz stado?- zapytał basior.
- Nie
- A szukasz?- stanął normalnie. Ja nadal jednak stałem w pozycji bojowej, z nastroszoną sierścią.
- Być może- uspokoiłem się nieco.
- Chcesz dołączyć?
- Chyba tak...- przemieniłem się znów w człowieka.
- Jestem Cole- podał mi rękę, już w ludzkiej postaci.
- Miło mi- odwzajemniłem uścisk. Ruszyliśmy przez las i po chwili byliśmy przy chatach, z czego jedna wyróżniała się drugim piętrem. Zakładałem, że to siedziba alfy.
- Wybierz sobie dom- odrzekł. Popatrzyłem na chatki i w końcu pokazałem najdalej leżący ceglany domek. Był niemalowany a jego dach był kryty czarnymi dachówkami.
- Gdybyś czegoś potrzebował, miasto jest jakieś czterdzieści kilometrów na zachód- powiedział i rzucił mi klucze do domu.
Otworzyłem drzwi, które zaskrzypiały tak niemiłosiernie głośno, że aż głowa mnie zabolała. Zauważyłem łóżko, małą komódkę, radio stojące na parapecie, fotel i małą lapmę wiszącą na środku sufitu. Jej żarówka świeciła tak słabo, że prawie wcale a sam dom był okropnie ciemny. Położyłem plecak na podłodze i wyjąłem wszystkie książki. Poustawiałem je na komodzie a swoje ciuchy wsadziłem do szuflady. Postanowiłem iść do miasta i kupić żarówkę, lampkę i coś do jedzenia. Po dłuższych oględzinach domu zauważyłem, że to, co brałem za schowek na buty było kuchnią. Stał tam stolik, blaty, lodówka i kuchenka oraz mikrofalówka. "Wypas" pomyślałem. Nagle ktpś zapukał dp domu.

(Ktokolwiek?)

Nowy członek

Matthew

Nowa członkini

Julia

Od Cole'a cd Luny

Westchnąłem i zacząłem opowiadać.
- Odkąd pamiętam chciałem wyrwać się z domu. Rodzice zawsze chcieli, żebym studiował medycynę i został lekarzem. Miałem tego dość więc pewnego dnia po prostu wyszedłem z domu i już tam nie wróciłem. Powoli zacząłem się staczać, a kiedy byłem już na dnie pojawił się facet, który powiedział, że jest sposób żeby zmienić moje życie. Powiedział mi o wilkołakach i zaproponował mi, że mnie przemieni. Zgodziłem się, ale wcześniej namówiłem swojego najlepszego przyjaciela, Victora, żeby też zgodził się na przemianę. Dołączyliśmy do watahy faceta, który nas przemienił. Na początku było super, jednak dosyć szybko okazało się, że Victor ma problemy z przemianą w człowieka. Niedługo po tym znalazłem w lesie martwego wilka. Jego oczy... - urwałem. Po części dlatego, że doszliśmy do kawiarni, a po części przez wspomnienie tamtego momentu. - To były oczy Victora...
Usiedliśmy przy stoliku w kącie.
- Wyjechałem. No i trafiłem tutaj. - skończyłem.

Luna?

Od Luny cd Cole'a

Uśmiechnęłam się, a w moich oczach błysnęły radosne iskierki.
-Jasne. Zaprowadzisz mnie?
Cole ujął moją dłoń i zaczął prowadzić. Mróz stawał się nie do zniesienia, dlatego byłam jeszcze bardziej podekscytowana, że idziemy się ogrzać.
-Opowiedz coś o sobie -zagadnął.
-Ech, długo by gadać...
-No proszę...
Westchnęłam i zaczęłam snuć swą opowieść:
-No więc chodzę liceum w U.S.A. O tym, że jestem wilkołakiem dowiedziałam się już jako dziewczynka.
-A co na to rodzice? -przerwał mi, wyraźnie zainteresowany.
Popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem.
-Ach, rozumiem... Nie chciałem... -zaczął.
-Spoko. Nic się nie stało. Aż do osiemnastego roku życia mieszkałam w sierocińcu. Nikt nie chciał mnie adoptować, miałam dość dziwaczne opinie przez to, że nie byłam do końca człowiekiem.
-Ktoś wiedział, że jesteś wilkołakiem? -zdziwił się.
-Nie, myśleli, że jestem po prostu dziwakiem -zaśmiałam się. -Ale moja historia nie jest zbyt ciekawa. Twoja kolej.
(Cole?)

Od Cole'a cd Luny

- Przecież nic się nie stało. - powiedziałem.
Luna nadal wpatrywała się w ziemię. Zapadła cisza.
- Luna? - dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie pytająco. - Może przejdziemy się gdzieś, gdzie nie pada? - zaproponowałem. - Niedaleko jest mała kawiarenka...

Luna?

Od Luny cd Cole'a

Przy tym nieznajomym czułam się taka szczęśliwa, jakbym nie miała żadnych zmartwień. W sercu na sam jego widok czułam dziwne ciepło... Czy miłość jednak istnieje?
-"Luna, weź się w garść! Prawie w ogóle go nie znasz!"- podpowiadał mi umysł.
Serce jednak kategorycznie mu odmawiało. Nagle silny podmuch wiatru szarpnął tak mocno, że straciłam równowagę i runełam w objęcia Cole'a. Zarumieniłam się i szybko się odsunęłam.
-Wybacz -szepnęłam, uparcie wpatrując się w podłogę.
(Cole?)

Od Cole'a cd Mii

Obserwowałem czarną wilczycę, dopóki ta nie zniknęła między drzewami. Odwróciłem się i podszedłem przed siebie.
Przez kilka kolejnych dni nie natknąłem się na żaden ślad obecności dziewczyny. Nie zależało mi na kolejnym spotkaniu z nieznajomą. Myślałem, że mogła wyjechać czy coś, więc moje zdziwienie było ogromne, kiedy idąc przez las zobaczyłem czarną wilczycę. Spojrzałem jej w oczy a ona odwzajemniła moje spojrzenie.
- Kim jesteś? - spytałem.

Mia?