- No więc... Ja tu mieszkam- uśmiechnąłem się i gestem zaprosiłem dziewczynę do środka.
- Masz ładny dom- powiedziała. Słychać było w głosie, że mówi to z czystej uprzejmości.
- Nie musisz mnie pocieszać, on jest okropny- usiadłem na kanapie, z której wzniosła się chmura kurzu. Dziewczyna zachichotała na widok tego, jak się krztuszę.
- Nic Ci nie jest?- zapytała, gdy przestałem się dusić.
- Ucierpiała tylko podłoga. Nie mam odkurzacza- wstałem i popatrzyłem na podłogę, która wyglądała, jakby ktoś rozsypał szary proszek, a potem wybuchłem śmiechem. Komiczność sytuacji zauważyła też Julia, jednak nie śmiała się tak długo jak ja.
Gdy już się ogarnąłem, zaproponowałem, czy nie poszlibyśmy zwiedzić okolicy, ponieważ moje mieszkanie naprawdę nie nadaje się na spotkania. Wyszliśmy, po czym skierowałem się w stronę miasta.
- Wiesz, że będziesz szedł cały dzień?- dziewczyna popatrzyła w stronę, gdzie miało znajdować się miasto.
- A kto powiedział, że będę szedł?
- Masz zamiar biec? Jesteś maratończykiem?- powiedziała z niedowierzaniem.
- W tej postaci? W życiu!- zacząłem przemieniać się w wilka. Po szubkiej przemianie usiadłem przed Julią i przekręciłem głowę w prawo.
- Naprawdę? Będziesz biegł w tej postaci?- pogłaskała mnie po głowie. Po chwili sama się przemieniła.
- Ścigamy się?- zapytała.
- No... Ja nie jestem...- wystartowałem. Zanim wadera zorientowała się, że zacząłem biec, mogłem się już rozpędzić. Po pół godzinie było widać już przedmieścia. W tym momencie niemożliwy był bieg jako wilk, więc znów się przemieniłem i zacząłem iść.
- Hej! A ty gdzie?- obejrzałem się gwałtownie w lewo. Dziewczyna stała tam, opierając się o ogrodzenie jakiegoś domku.
- Ile już tu stoisz?
- Na oko jakieś trzy minuty. Wolny jesteś- zachichotała.
- Zobaczymy, co powiesz wieczorem- puściłem do niej oczko. Oboje ruszyliśmy do miasta.
Julia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz