sobota, 28 lutego 2015

Od Mii cd Cole'a

Stoję tak wpatrując się w niego.
- Nie dzięki mam nagi i także łapy – powiedziałam szybko i weszłam do lasu.
Nie wiem czemu tak zareagowałam, po prostu przestraszyłam się. Nigdy tu nie widziałam żadnego wilkołaka, a tu nagle wyskakuje on. Taki se wilkołak akurat pod klubem i akurat musiał mnie spotkać. Gdyby było to w dzień to może bym się nie speszyła, ale tak samo wyszło. Przemieniłam się i powolnym krokiem szłam w wyznaczonym kierunku. Uwielbiam być w wilczej skórze.
??

Od Cole'a cd Luny

- Umiesz czytać w myślach? - spytałem wciąż się śmiejąc.
- A ty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Luna.
- Ja tylko przewiduję przyszłość. - zażartowałem.
- Serio? - zapytała Luna.
- Jasne, że nie. - odparłem. - Nie jestem wróżką.
Dziewczyna zaśmiała się lekko.

Luna?

Od Luny cd Cole'a

Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Oboje wyczuliśmy, że łączy nas jakaś więź w... genach. A przecież ja byłam wilkołakiem! Gdy chciałam podzielić się z nim wątpliwościami, on powiedział dokładnie to samo, co ja:
-Czy Ty czasem nie... -przerwaliśmy, śmiejąc się, że pomyśleliśmy dokładnie o tym samym. Po chwili milczenia ciągnęłam dalej, lecz dokładnie w tym samym momencie co mój nowy znajomy. -.... jesteś wilkołakiem?
Oboje wybuchnęliśmy serdecznym śmiechem. Tak dawno nie miałam sposobności, by się śmiać... Przy tym chłopaku czułam jednak, że życie jednak ma sens... Było w nim coś, czego nie potrafiłam opisać słownie. Nie chodziło tylko o jego niezwykle przystojny wygląd, ale o coś w głębi.
-Tak, jestem wilkołakiem -wyznałam śmiało, lecz znów powiedzieliśmy to w tym samym czasie.
(Cole?)

Od Cole'a cd Luny

Pogoda była równie beznadziejna jak przez cały ostatni tydzień. No może padało trochę mocniej. Chciałem jak najszybciej wrócić do domu. Nie zauważyłem dziewczyny idącej chodnikiem i po chwili oboje wylądowaliśmy na ziemi. Wstałem i podałem dziewczynie rękę. Spojrzała na mnie po czym chwyciła moją rękę i również wstała.
- Sorry. - powiedziałem. - Nic ci się nie stało?
- Nie. - odpowiedziała nieznajoma, uśmiechając się.
Była mniej więcej w moim wieku i była ładna. Nawet bardzo. Zwalaszcza kiedy się uśmiechała.
- Tak w ogóle to jestem Cole. - przedstawiłem się.
- Luna.
- Miło cię poznać. - powiedziałem.

Luna?

Od Luny

Małe miasteczko w USA jak zwykle skąpane było w deszczu. Mróz dawałby się we znaki wszystkim jego mieszkańcom, gdyby nie to, że nie należeli oni do pracowitych. Gdy temperatura spadała, bez wahania wracali do ogrzanych domów, opatulając się w koce i sącząc gorącą herbatę. Ze swoich ciepłych legowisk obserwowali cały ponury krajobraz za oknami, śmiejąc się choćby na myśl o tym, że ktoś może tam teraz się znajdować.
Ale prawie dziewiętnastoletni wilkołak musiał zmagać się z siarczystym mrozem a także z deszczem, który spływał mu po policzkach. W zasadzie to nie mu, lecz jej.
Byłam jak zwykle oddalona od innych, w małym lesie otaczającym dookoła całe miasteczko. Byłam odmieńcem, wyrzutkiem losu... Odkąd dowiedziałam się o moich nadprzyrodzonych zdolnościach (a było to już jako dziecko) wolałam żyć w samotności, nie chcąc robić nikomu krzywdy.
Na pozór dzień ten był taki jak wszystkie. Nie zawierało to jednak nawet najmniejszego ziarna prawdy- dziś bowiem świat zamierzał uchylić mi rąbek swojej tajemnicy. Dziś moje odwieczne przekonanie o tym, że jestem jedynym wilkołakiem, miało okazać się nieprawdą.
Smętnym, melancholijnym krokiem ruszyłam przed siebie. Wiatr targał moje i tak już rozczochrane włosy. Wpatrzona w podłogę, nie zauważyłam przebiegającego młodzieńca, starszego ode mnie tylko o kilka miesięcy. Zderzyliśmy się i oboje upadliśmy na ziemię. Dziewiętnastolatek wstał i podał mi rękę. Uniosłam ku niemu wzrok. To był najmilszy czyn (choć tak prosty) jaki ktoś kiedykolwiek dla mnie zrobił. Wpatrzyłam się w jego oczy, jakbym miała zaraz utonąć w ich głębi. Trochę niepewnie chwyciłam jego rękę i wstałam.
(Cole? Mógłbyś?)

Nowa członkini

Luna

piątek, 27 lutego 2015

Od Cole'a cd Mii

Postanowiłem pojechać do miasta. Bez żadnego konkretnego celu. Wyszedłem z domu i wsiadłem do stojącego na podjeździe Chevroleta Camaro i ruszyłem w stronę miasta, "nieznacznie" przekraczając dozwoloną prędkość. Wkrótce byłem na miejscu. Zaparkowałem na przeciwko jakiegoś klubu. Wysiadłem z samochodu i odparłem się o maskę, obserwując przechodzących obok mnie ludzi. W pewnym momencie z klubu wyszła ciemnowłosa dziewczyna. Niby to nic dziwnego - przyszła się zabawić i tyle. Jednak było dla mnie jasne, że nie jest zwykłym człowiekiem. Pachniała wilkiem. Już dawno nie widziałem tu wilkołaka. Dziewczyna szła przed siebie z każdą chwilą oddalając się coraz bardziej. Podjąłem decyzję w ułamku sekundy. Przeszedłem przez ulicę i dogoniłem nieznajomą.
- Cześć. - powiedziałem, a ona odwróciła się w moją stronę. - Jestem Cole.
- Hej. - odpowiedziała nieco podejrzliwie, ale nie przedstawiła się.
- Powieść cię gdzieś? - spytałem.

Mia?

Od Mii

Siedzę sącząc sobie bezalkoholowego drinka i patrzę jak ludzie tańczą. Lubię taką atmosfer zawsze poprawia mi humor. Choć sama jak na razie nie tańczę, nie przeszkadza mi to. Powoli się rozciągam. Muszę zaraz iść. Dopijam napój i kieruję się do wyjścia. Wieczór był chłodny, a ja miałam dobre pół godziny do domu. Czuję w pobliżu jakiegoś wilka na co lekko się spięłam ale idę dalej.
Ktoś?

Nowa członkini

Mia