Uśmiechnęłam się, a w moich oczach błysnęły radosne iskierki.
-Jasne. Zaprowadzisz mnie?
Cole ujął moją dłoń i zaczął prowadzić. Mróz stawał się nie do zniesienia, dlatego byłam jeszcze bardziej podekscytowana, że idziemy się ogrzać.
-Opowiedz coś o sobie -zagadnął.
-Ech, długo by gadać...
-No proszę...
Westchnęłam i zaczęłam snuć swą opowieść:
-No więc chodzę liceum w U.S.A. O tym, że jestem wilkołakiem dowiedziałam się już jako dziewczynka.
-A co na to rodzice? -przerwał mi, wyraźnie zainteresowany.
Popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem.
-Ach, rozumiem... Nie chciałem... -zaczął.
-Spoko. Nic się nie stało. Aż do osiemnastego roku życia mieszkałam w sierocińcu. Nikt nie chciał mnie adoptować, miałam dość dziwaczne opinie przez to, że nie byłam do końca człowiekiem.
-Ktoś wiedział, że jesteś wilkołakiem? -zdziwił się.
-Nie, myśleli, że jestem po prostu dziwakiem -zaśmiałam się. -Ale moja historia nie jest zbyt ciekawa. Twoja kolej.
(Cole?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz