-To smutne... -przyznałam.
-Już się do tego przyzwyczaiłem -westchnął smętnie. -Życie to pasmo niespodzianek...
-Zgadzam się całkowicie.
-Coś czuję, że nie wyjawiłaś mi całej swojej historii -stwierdził po chwili milczenia.
Zarumieniłam się. To była prawda, wolałam nie wspominać tej bolesnej części.
Rozmowę przerwaliśmy jednak, gdy do naszego stolika podszedł kelner. Na mój widok skrzywił się lekko.
-Jeśli znów zamierzasz próbować mnie zabić, lepiej stąd spadaj -warknął. Popatrzyłam na niego z przymrużonymi oczami. Kiedyś, w czasie Nowiu Księżyca stało się ze mną coś dziwnego- przemieniłam się, ale tylko w połowie. Wygląd nie uległ zmianie, ale charakter i brak kontroli nad sobą- owszem. Od tamtej pory zdarza mi się to w każdy Nów Księżyca. Podczas jednego z nich zaatakowałam tę kawiarenkę.
Kelner, gdy milczeliśmy, odszedł, klnąc pod nosem i używając wulgarnych słów do opisania mnie. Tego było za wiele. Choć na ogół byłam spokojna, teraz wstałam i krzyknęłam:
-Odszczekaj to.
-Bo co? -zadrwił kelner.
Już otwierałam usta, by coś powiedzieć, gdy uprzedził mnie Cole.
(Cole?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz