sobota, 9 sierpnia 2014

Od Sity cd Cole'a

-Dzięki - powiedziałam wstając i spróbowałam się uśmiechnąć, ale nie robiłam tego od tak dawna, że wyszedł mi dziwny grymas
Cole parsknął śmiechem.
-Hey! - warknęłam, ale byłam rozbawiona {bo zobaczyłam swoją minę w lustrze na ścianie} - Po raz pierwszy od lat staram się być milsza niż zwykle! Doceń moje dobre intencje!
-Dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło - mruknął chłopak wstając
Szturchnęłam go w bok i poszłam do kuchni, nie zważając na jego chichoty i docinki. Chwyciłam kubek kawy ze stołu i usiadłam na blacie.
-Masz coś przeciwko krzesłom? - spytał, a kiedy wzruszyłam ramionami, zorientował się co piję - Hey! To było moje!
-Ale teraz jest moje! - pokazałam swoje kły
-Zawsze utrzymujesz zęby i paznokcie? - spytał robiąc drugą kawę
-Zazwyczaj. W mieście człowiek z kłami z pazurami rzuca się w oczy, ale poza tym... - wzruszyłam ramionami i pociągnęłam kolejny łyk naparu
Chwilę tkwiliśmy w milczeniu. Wpatryłam się w ogień pod czajnikiem.
-To o co chodziło z wilkiem? - spytał
-Nie wilkiem, tylko Wilkiem. To z religii mojej rodziny - odparłam wymijająco, ale nie odpuścił
-Jesteś z jakiejś sekty? - zapytał - To by wyjaśniało niektóre twoje reakcje
Zeskoczyłam z blatu i odstawiłam kubek do zlewu, przy okazji ponownie szturchając chłopaka.
-Jeszcze się nie zorientowałeś? - zdziwiłam się
-A propoš?
-Moje pochodzenia.
-Aha. Hmm.... Nie. Wyjaśnisz mi, czy pójdziesz na góre planować obcięcie mi języka?
-Nie najgorzej się z tobą gada - stwierdziłam - Żal, by było tego pozbawić świat. Zamiast tego cię oskalpuję i zrobię sobie blond rękawiczki - zachichotałam - A może torebka? Co o tym myślisz?
-Myślę, że zmieniasz temat.
-Masz mnie. - przewróciłam oczami - Okey... To może tak. Wilk jest postacią z panteonu bóstw indian Ameryki Północnej. Myślisz, że skąd moje rysy twarzy i kolor włosów? Jedyna różnica, to to, że mój ojciec był biały i to po nim mam kolor skóry. Cała tajemnica - wzruszyłam ramionami
Pytająco uniósł brew, ale milczał.
-Tyle, że Wilk jest podstępną i dość wredną postacią - oświadczyłam zeskakując z blatu - To Kojot jest faworytem indian.
-Co było w tej kawie? - zapytał w końcu - Nagle zrobiłaś się miła.
-To przez zmęczenie i szok pourazowy. Obiecuję, że jutro dam ci w kość, aż pożałujesz, że zgodziłeś się bym dołączyła do twego stada, alfo.
Wyszczerzyłam się, a przechodząc obok niego, poklepałam go po ramieniu.
-A teraz idę planować, zrobienie z ciebie rękawiczek - zawołałam na odchodnych - Śnij o mnie.
-Życzysz mi koszmarów? - spytał rozbawiony
-Coś za szybko mnie przejrzałeś - cmoknęłam, udając niezadowolenie - Adios.
Udałam się do pokoju na strychu. Zdecydowanie ta miejscówka najbardziej mi się podobała. Rzuciłam worek marynarski na łóżko, rozsypując przy tym broń i wskoczyłam na szafę. Tam ułożyłam się do snu.
†††
Rano obudził mnie hałas. Zeskoczyłam z szafy i złapałam napastnika za rekę. Przerzuciłam go przez ramię i wyciągnęłam nóż, przykładając mu do gardła. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to... Cole. Odskoczyłam od niego. Wstał pojękując.
-Au?! - zawołał z pretensją w głosie
-Hmm... Ups? - mruknęłam
-Ups?! To bolało!
-Najbardziej ucierpiało twoje ego, bo powaliłam cię bez problemu - oznajmiłam - Co tu robisz?
-To strych! Chyba serio coś było w tej kawie!
-To ciesz się, że to ja ją wypiłam - warknęłam - A jeśli gdzieś mam mieszkać w tym domu, to tu i vice versa!
Po prawie godzinnej kłótni Cole miał mnie dosyć, o czym mnie poinformował
-No przecież - prychnęłam - W końcu ci to obiecałam, nie? A strych jest mój.
Znów zaczął się kłócić, ale po kolejnym kwadransie był poirytowany i odpuścił. Uśmiechnęłam się triumfująco i sprawdziłam stan lodówki. Skrzywiłam się.
-Kiedy ktoś przyjeżdża? - spytałam
-Blair pojechała na weekend, a poza tobą tylko ona już tu przyjechała
-Widać, że byłeś tu sam - mruknęłam - W tej lodówce jest tylko pusty karton po mleku i jakieś zielsko!
Powąchałam roślinę.
-Obrzydliwstwo - warknęłam w kierunku liści - Kto je nać pietruszki?
-Nie jesz jej?
-Jakbyś nie zauważył, jestem w połowie wilkiem. Zielenina nie jest na pierwszym miejscu mojego jadłospisu. Poza tym pietruszka śmierdzi. Choć! - zarządziłam i pociągnęłam go za rękę na dwór
Zmusiłam go, by usiadł na motorze i wsunęłam się przed niego. Nim zdążył zaprotestować, jechałam z ponad sto pięćdziesiątką na szybkościomierzu. Po chwili byliśmy w mieście.
-Zawsze tak jeździsz? - spytał Cole
-Co masz na myśli?
-Dwa razy omal nie przejechałaś rowerzystów, cudem wyminęłaś auto na drodze jednokierunkowej, a na autostradzie jechałaś pod prąd. Poza tym na prawie każdym zakręcie skręcałaś tak, że ledwo nie uderzyliśmy w drzewa! - wymieniał moje przewinienia
-Specjalnie dla ciebie jechałam wolniej niż zwykle, byś nie narobił w gacie,więc się zamknij i znajdź mi tu jakiś mięsny - prychnęłam - I żadnej zieleniny!
Cole?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz