Nie pozwalano mi śnić, nie pozwalano mi marzyć. Teraz to wszystko działo się naprawdę. Wszystko co pragnęłam stało się częścią mojego życia. Byłam wolna, wolna jak jakiś ptak. Uwolniłam się od rodziców i tamtejszych obowiązków. Stałam się samodzielna. Nie uwolniłam się jednak od ciążących na mnie obowiązkach i czymś w rodzaju klątwy. Nie przeszkadzało mi to że jestem w połowie wilkiem, a w połowie człowiekiem. Czuje się z tym dobrze że czymś w końcu wyróżniam się od innych. Jednak muszę być....
-Wiecznie w ukryciu- wyszeptałam do siebie czając się w krzakach. Miałam ochotę pobawić się z okolicznymi zwierzętami. Na polanie dostrzegłam samotną łanię, chciałam ją tylko lekko pogonić by rozprostować łapy i poczuć co to znaczy być niezależnym.
Ruszyłam nagle. Sarna nawet nie zauważyła skąd wybiegłam, szybko więc zaczęła uciekać, a oto właśnie mi chodziło. Łania wybierała coraz trudniejszą tracę na której znajdowały się małe przeszkody typu powalone drzewa, skały oraz rowy. W końcu zmęczone, i zdyszane zwierze wbiegło w las. To była już moja granica. Z moją prędkością szybko bym zrobiła sobie krzywdę. Zaśmiałam się szczęśliwa po czym przybrałam z powrotem postać człowieka.
Poczułam nagle że nie jestem tu sama. Wiedziałam że jest to teren jakiejś watahy, ale nie miałam pewności co do tego. Obejrzałam się by ocenić sytuację. Jak to był człowiek mogła bym mieć poważny problem. Zauważyłam również że coś porusza się pomiędzy drzewami z zawrotną szybkością. Nie była to ta łania z którą bawiłam się w berka, było to coś zupełnie innego.
<Tajemniczy cieniu? czt. Ktokolwiek? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz