poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Od Blair

Urodziłam się w rosyjskiej rodzinie całkowicie oddanej przez wieki przyrodzie - klanie Russakoff, klanie wilkołaków.
Żyliśmy wysoko w górach - daleko od jakichkolwiek osad ludzkich. Nasz klan stanowił jedną z głównych podpór świata zmiennokształtnych, albo jak by to nazwali ludzie: Wilkołaków.
Pewnego dnia, kiedy w wieku dwunastu lat wróciłam z tygodniowych łowów, cały mój świat lęgnął w gruzach.
Mój kochany klan został wybity, dla niemożliwej do ubrudzenia i trudnej do przebicia białej sierści moich pobratymców.
Załamana ruszyłam w świat, mordując każdego, kto należał do zabójców mojej rodziny, coraz bardziej zamykając się w sobie i szkoląc różne umiejętności, takie jak walka mieczem oraz nożami i wręcz, ale też leczenie. Nabyłam nowe nawyki - pedantyzm, jedzenie w wilczej formie, nieodparty wstręt do zwykłych ludzi. Przywykłam do wszechobecnej samotności i ciszy, dlatego kiedy natrafiłam na pierwszego zmiennokształtnego, nienależącego do mojego klanu, nie wiedziałam, co z sobą mam zrobić. Zdecydowałam się jednak dołączyć do jego watahy, czy może stada i wtedy już wiedziałam że dobrze zrobiłam...
Ale, wracając do tematu, bardzo ciekawe było nasze spotkanie, otóż byłam dopiero dwa miesiące w Ameryce, po dość nieprzyjemnym rejsie. Szłam wolno przez las, w ludzkiej formie. Moje bose stopy nie wydawały żadnego odgłosu, w zetknięciu z ziemią - w końcu byłam łowcą.
Nagle zorientowałam się, że niedaleko mnie się ktoś znajduje. Mało tego - obserwuje mnie.
Czułam w powietrzu zapach wilka i zastanawiałam się, czy mądrze byłoby przybrać wilczą formę. Zatrzymałam się i postanowiłam na to zaczekać.
- Wiem, że mnie obserwujesz. - powiedziałam w pustkę - Wyjdź z ukrycia. Nie mam wrogich zamiarów.
Przez chwilę nic się nie działo, w końcu jednak na ziemię zeskoczył jakiś chłopak. Czułam od niego ten sam wilczy zapach, który unosił się w powietrzu i natychmiast zrozumiałam, ze tak jak ja, jest wilkołakiem.

Cole?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz