piątek, 8 sierpnia 2014

Od Sity

Przeciągając się skończyłam nocny trening. Czas na polowanie, a po godzinie odpoczynku - poranne ćwiczenia. Owszem, miałam świra na punkcie ćwiczeń. Każdą chwilę temu poświęcałam. Niewiele spałam, ani jadłam, byleby tylko być w szczytowej formie. W końcu wyszłam z lasu i od razy poczułam ludzi. Zaklęłam pod nosem i pobiegłam z powrotem między drzewa. Biegnąca wilkołaczyca kontra pędzący samochód pełen łowców. Gnałam wiedziona instynktem, ale wyczułam dym. Podpalili las. Zawróciłam. O wiele łatwiej zabić kilku uzbrojonych człowieczków niż przedrzeć się przez ogień. Po chwili zobaczyłam terenówkę o zgniłej barwie. Taa... kamuflarz im pomoże. Prychnęłam pod nosem. Idioci zapomnieli o słuchu i węchu. Biedne, naiwne trupy. Z auta wychylił się człowiek i strzelił. Odskoczyłam w ostatniej chwili. Wyciągnęłam jeden z wielu swoich noży i zanurkowałam. W sekundę podbiegłam do Land Rovera, omijając kule i wbiłam nóż w oponę. Długim, trzydziestocentymetrowym sztyletem wyciągniętym z pochwy na rękawie skórzanej kurtki, zablokowałam drzwi. Zostawiłam im tylko dwa wyjścia. Usłyszałam krzyki i ładowanie pistoletów. Błyskawicznie otworzyłam drzwi, wyrywając zamek. Złapałam jednego za gardło i wyciągnęłam z pojazdu. Kobieta obok strzeliła, ale zasłoniłam się chłopakiem. Ten oblał mnie czymś. Powąchałam. Woda święcona. Czy ja wyglądam na debilnego wampira z powieści fantasy?! Rozjuszona rzuciłam modlącym się chłopakiem o ziemię. Usłyszałam chrupot. Miał skręcony kark. Kobieta ponownie przeładowała broń i zaczęła strzelać. Robiłam uniki i rzuciłam nożem. Przebił jej gardło. Został jeszcze kierowca. Olśniło mnie. Ten chłopak i kobieta to byli jego syn i żona. Zachichotałam złośliwie.
-Czas na ciebie, tatuśku - zaśpiewałam pod nosem i bez problemu go obezwładniłam. Przyłożył mi do czoła krzyż. Spojrzałam zdziwiona i robiąc zeza zerknęłam na przedmiot.
-O co kaman z tym wisiorkiem? - spytałam
-Nie mogę cię usłyszeć, potworze! - wykrzyknął - Giń od srebra, kreaturo!
-Ahaaa... - olśniło mnie i sprawnie przetrąciłam mu kark
Zdołał wycharczeć ,,Demonie!'' i skonał. Odwróciłam się. Za drzewami była mała ruda dziewczyna, jak ojciec. Trzymała karabin. Podeszłam bliżej.
-Masz szansę - warknęłam - Uciekaj, albo też zginiesz. Dawno nie miałam takiej zabawy
-Giń, wiedźmo! - wysyczała i strzeliła trafiając mnie w ramię
Może i srebro nie miało wyjątkowych właściwości, ale i tak diabelnie bolało. Na szczęście byłam już kilka razy postrzelona, więc nie zaczęłam się drzeć, tylko rzuciłam za uciekającą dziewczyną. Dorwałam ją po kilku metrach i udusiłam. Jej martwe oczy wpatrywały się w niebo. Rzuciłam jej ciało na ziemię. Po raz kolejny musiałam się przenieść. Byłam już w każdym miejscu na ziemi i wróciłam do ojczyzny, licząc, że tu będę miała spokój. Kogo ja oszukuję? Uwielbiałam zabijać i mi to nie przeszkadzało. Właśnie po to wróciłam. Okey, czas zająć się ramieniem, bo z każdą chwilą, większe prawdopodobieństwo uszkodzenia nerwu. A to boli jak diabli.
†††
Po tygodniu zdjęłam z ramion czarny worek marynarski. Byłam w Minnesocie, na motorze przyjechałam tu z mojego domu. Na mojej ręce zaciśnięte były opaski elastyczne, ale sama nie mogłam sobie pomóc. Cudem wyjęłam kulę, ale miałam jej resztki w ręce. Była z taniego, oszukanego srebra i rozpadła się. Mniejszych odłamków nie mogłam wyjąć , bo ciężko było robić to jedną ręką. Zsiadłam z motoru. Nagle usłyszałam huk.
-Auuu! - rzuciłam z pretensją - Cole, do diabła! To ta ręka, w którą mnie postrzelono!
Kilka dni temu, pzed wyjazdem, nawiązałam kontakt z Cole'em. Przez internet dowiedziałam się, że jest alfą watahy i ustaliłam formalności.
-Ty jesteś Sita? - spytał chłopak podchodząc
-Nie, jestem Wilkiem! - prychnęłam sarkastycznie
-Co masz na myśli? - zapytał odkładając broń na ganek
-To z mitologi - mruknęłam
-Jakiej? - spytał
-Kurde, koleś! - warknęłam - Perfekcyjnie trafiłeś w niezagojoną ranę, w której są odłamki innej kuli. Jeśli przez ciebie stracę rękę to przyrzekam, że obetnę ci język i oskalpuję w nocy!!! - wydarłam się, by nie pokazać ile kosztowało mnie nie zawycie z bólu
-Właź, Delto - warknął i wszedł do środka
Już przez internet uzgodniliśmy, że nie chcę pozycji bety, która wtedy była dostępna. Nie marzyłam o dodatkowych zobowiązaniach.
†††
Po chwili opychałam się surowym królikiem, którego miałam w worku. Podczas drogi nie polowałam, ale zabrałam królika i kawałek jelenia na prowiant. Wypiłam szybko wodę z kranu i ugasiwszy pragnienie, zeszłam na dół targając moją przenośną apteczkę. Rzuciłam ją Cole'owi
-Po co mi ona? - zapytał
-Ty postrzeliłeś, ty bandażujesz - oświadczyłam, rozwalając się na podłodze, bo szczerze nienawidziłam krzeseł i kanap - Poza tym masz stasus alfy, a ja jestem tylko deltą. Wyższa ranga otrzymuje szacunek od niższej, za opiekę, którą otacza swoje wilki. Więc bierz się do roboty, albo cię podam do sądu po odszkodowanie - wymruczałam przemiłym głosem
Cole wyraźnie był zdziwiony moim zachowaniem, ale musiał przyznać mi racje. Byłam w jego stadzie, więc musiał się mną zajmować. Poza tym to on mnie postrzelił, a sama nie miałam jak wyjąć kulę. I wątpiłam, czy chłopak chce mieć prawników na głowie
Usiadł obok mnie i zaczął grzebać w ranie pęsetą. Zaciskałam zęby, ale co jakiś czas warczałam ,,Uważałbyś, bo to boli, do diabła!'', albo ,,Zobaczysz ogolę cię za to w nocy!''. Jednocześnie starał zachęcić mnie do rozmowy.
-Milutka jesteś - zaczął - Zawsze się tam zachowujesz?
-Tylko, gdy ktoś mnie postrzeli dwukrotnie w jednym tygodniu. Zwykle nie wymuszam pomocy, bo jej nie potrzebuję - syknęłam
Cole? Biedaku, teraz będziesz musiał użerać się z humorami Sity. Już ci współczuję. Na twoim miejscu, pomyślałabym, czy nie postrzelić jej ponownie, tylko tym razem gdzie indziej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz