Błyskawicznie rozbroiłam śledzącego mnie chłopaka. Przygniotłam go do ziemi i przystawiłam mu sztylet do garła, a swoją nogę {obutą w stare glany} przycisnęłam mu do klatki piersiowej. Tak unieruchomiony chłopak przestał się szarpać. Przegarnęłam swoje czarne włosy, teraz rozpuszczone i posłałam mu najbardziej ,,zły'' wzrok na jaki teraz było mnie stać. Wraz z podartym czarnym podkoszulkiem i ciemnymi jeansami, w dodatku oblepionymi krwią musiało to robić jakieś wrażenie, bo śledzący mnie niezauważalnie się wzdrygnął.
-Tak, tak, wiem. Jestem ohydna, fuj!, brzydźcie się narody!. Ale też wredna i na tyle doświadczona w walce, że łatwo się nie wywiniesz. Więc? Po diabła mnie śledzisz?!
-Ciekawe porównanie, zwłaszcza, że masz w sobie coś diabelskiego - zachichotał jakiś facet wychodąc z cienia
Mierzył we mnie z kuszy. I był obwieszony krzyżami.
-Czy wy sobie nie możecie odpuścić?! - naskoczyłam na łowcę - Litości!!! Nie jesteśmy w średniowieczu! Jeszcze mnie na stosie spalcie, a potem łeb obetnijcie, bo jeszcze się ożywię! Dajcie mi spokój! I tak wam się nie uda! - ryknęłam wściekła
Kilka srebrnych bełtów poleciało w moją stronę. Bez problemu podeszłam, unikając pocisków i wyrwałam mu kuszę. Natychmiast zaczał przykładać mi krzyż do czoła i się modlić.
-Ja chyba czegoś nie ogarniam - westchnęłam - Co ma się ze mną stać?
-Zaraz twoje gnijące zwłoki staną się dowodem triumfu dobra nad złem, demonie! - wrzeszczał
-Ahaaa... - i skręciłam mu kark odwracając się do szpiegującego chłopaka, który zdążył się podnieść. Posłałam mu drapieżny uśmiech - Na czym skończyliśmy?
? Ta wiem, durne, ale nie mam weny, a za kilka dni mnie często nie będzie więc muszę się zrehabilitować
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz